Fala - nad morzem

wczasy, wakacje, urlop

Z języka kaszubskiego

23 maj 2012r.

KULA - Na Kaszubach oznacza nie tylko kształt pełny, a więc kulę w pojęciu ogólnie przyjętym, ale również... dziurę, dół, grób. W budownictwie kaszubskim kulą nazywa się piwnicę ziemną, z dachem dwuspadowym, zwykle przykrywaną darnią, w odróżnieniu od piwniczek pod chatą, które zwane są sklepami. Tradycja kul, jak twierdzą etnografowie, jest bardzo stara, a ich konstrukcja nawiązuje do najstarszych na naszych ziemiach form budownictwa ślemieniowo-słupowego. KUSTOSZ Spośród wielu Grulkowskich we Wdzydzach (patrz pod G) tym przydomkiem wyróżnia się Wiktora Grul-kowskiego. Od wczesnej młodości był bowiem Wiktor Grulkowski prawą ręką państwa Gulgowskich (patrz pod G). To jemu właśnie w sezonie letnim Teodora Gulgowska powierzała sprzedaż haftów wykonywanych zimą przez wdzydzkie dziewczęta. Od września do czerwca objeżdżał z nimi letniskowe nadmorskie miejscowości powracając z oczekiwanym przez wszystkich zarobkiem. Później zaczął również oprowadzać turystów po skansenie (patrz KASZUBSKI PARK ETNOGRAFICZNY). Jeszcze za życia pani Teodory, która ilekroć sama nie mogła zająć się wycieczką, wołała Wiktorka. Niejeden przedmiot w skansenie był zresztą przez niego odnaleziony w okolicznych wioskach i pozyskany dla muzealnej checzy. Właśnie od tego oprowadzania Wiktor Grulkowski został nazwany Kustoszem. I tak już zostało, że stary skansen i Kustosz to jedno. Nikt bowiem nie dostanie się do chat bez niego, on dzierży klucze do nich. Nikt też naprawdę nie pozna skansenu, jeżeli nie zostanie on pokazany przez Kustosza. Wiktor Grulkowski nie tylko zna każdy sprzęt, każdy przedmiot i wie, do czego służył, również o każdym potrafi nadzwyczaj barwnie opowiadać. Czasami te opowieści zaprawia jędrnym kaszubskim dowcipem, czasem gadką (patrz pod G). Bywa, że adaptowaną dla potrzeb muzealnych z książek, które namiętnie w długie i puste dni zimowe czyta. „Wej, ten to zmyszló! To je prówdzewy kaszubsczi łgórz" — mówią o nim wdzydzanie. Ale nikt tego zmyślania nie bierze mu za złe. A już najmniej turyści. Bo Kustosz zmyśla 241 znakomicie. Tylko słuchać. kusznąc kresztofa Ta funkcja bynajmniej nie należy do przyjemności, jak to się zaraz okaże. Kaszubskie dzieci, które nigdy jeszcze nie były w Gdańsku, bały się tych pierwszych odwiedzin, starsi, mówili im bowiem, że na wstępie będą musiały „kusznąc Kresztofa". Kim był Kresztof?. Według jednej wersji — chłop z widłami, a raczej z rybackim ościeniem, stojący na rynku miasta, którego przybysz musiał na wstępie pocałować poniżej pleców, w przeciwnym wypadku bowiem mógł być owymi widłami przebity. Niezbyt miła była ta perspektywa „kusznięcia", skoro... „Kresztof je grochem zesróny". Gdańskiego Kresztofa kojarzono z posągiem Neptuna na Długim Targu. Wersja tyle znajdowała potwierdzenie, że i w południowych Kaszubach, na tak zwanych Zaborach, niemal w każdym mieście miał na przybysza czekać na rynku jakiś bliżej nie określony Kresztof, który Liczył dwanaście metrów,,. remu również należało złożyć taki hołd. W rzeczywistości jednak tradycja gdańskiego Kresztofa wywodzi się najprawdopodobniej z innego źródła. Otóż na najniższym „piętrze" słynnego szesnastowiecznego pieca w Dworze Artusa, który liczył dwanaście metrów wysokości i był wyłożony kaflami ornamentacyjnymi i portretowymi (samych portretów było 250!), znajdowała się na gzymsie rzeźba leżącego jegomościa, oglądającego w lustrze swoje nagie siedzenie. Był to Sowizdrzał gdański, patronujący wielu żartom i tradycjom. Obcym przybyszom kazano obejmować i mierzyć piec rękoma — dokonując przy tym rytualnego pocałunku. Ta sama ceremonia dotyczyła wyzwalanych rzemieślników i stąd zapewne szeroko rozeszła się po Kaszubach jej żartobliwa groza. Warto dodać, że zniszczony w czasie ostatniej wojny piec z Dworu Artusa jest rekonstruowany. A więc: drżyjcie, przybysze i turyści! — nie ominie i was tradycyjny obowiązek. Trzeba będzie kusznąc Kresztofa.

ocena 3,9/5 (na podstawie 22 ocen)

kaszuby, kaszuby, nad morzem